Ludzie w swojej masie zawsze przeciwstawiali się postępowi. Dotyczy to jedzenia, religii, ubioru, zachowań, języka i w zasadzie wszystkiego, co nas otacza z małymi wyjątkami. Większość mówi – KIEDYŚ, TO BYŁY CZASY. KIEDYŚ, TO POTRAFILI ROBIĆ, NIE TO, CO TERAZ. JUŻ NIC CIEKAWEGO SIĘ NIE WYMYŚLI.

Kiedy wynaleziono samochody, to śmiano się z nich i mówiono, że konie są lepsze i się nie psują. Ciemna masa nawet rzucała w nie kamieniami. Kiedy samochody zaczęły szybciej jeździć, to naukowcy obliczyli, że prędkością graniczną dla człowieka jest 100 km/h, bo powyżej ludzkie ciało się rozpadnie. Wymyślono elektryczność, to ludzie twierdzili, że to szkodliwe dla zdrowia, a samo oświetlenie żarówkami spowoduje utratę wzroku i lepsze są przecież pochodnie. Jak powstawała kanalizacja w Warszawie, to powstało szereg publikacji i książek, które ostrzegały, co się może stać i, że jest to plan zniszczenia polski. Jak powstało radio, to ludzie oszaleli, mówiąc, że to zakończy życie na naszej planecie. Takich przykładów są setki…tysiące…czy nawet miliony. No dobra, czas trochę wytłumaczyć tytuł tego wpisu. Zacznę od końca

Gazeta Cieszyńska

.

BIEDA

Często finansowa, zmusza nas do kupowania używanych rzeczy, bo na nowe nas nie stać. To jest całkowicie zrozumiałe. W tym przypadku kupujemy używane zegarki, które przeważnie są sporo tańsze niż nowe. W zależności od marki ta kwota może być nawet kilkukrotnie mniejsza. Tu wszystko się zgadza i w zasadzie nie ma nic do dodania.

Jest jeszcze „bieda”, ale umysłowa. Tu pojawia się wszystko to, co w BIEDZIE, ale zaczynamy już dorabiać sobie ideologie typu : „takich już nie robią, a nowsze to się nie nadają”; „nie opłaca się kupić nowego”; „ten ma dusze, a nowy nie ma i to już nie to samo”. Nie mówię, że nie ma tu zupełnie racji. Racja jest wtedy, gdy mamy do czynienia z kultowym modelem, limitacja, lub zegarka należącego do jakiegoś celebryty, ale do cholery nie dotyczy, to na pewno starej zardzewiałej omegi klepanej w setkach tysięcy egzemplarzy.

Właśnie…rdza. Tu następny punkt.

GÓWNOLIT

…no bo jak inaczej nazwać kopertę wykonaną z marnej jakości stopu pokrytej jakimś chromem, czy niklem? Obrót takimi rzeczami powinien być zabroniony tak jak obrót azbestem, czy materiałami promieniotwórczymi. Taki zegarek np. ATLANTIC z lat 60/70/80 ma kopertę z tego syfu. Ok, fajny design, ale czy nie lepiej kupić już jakaś reedycje w stalowej kopercie, która nie dość, że staranniej wykonana, to jeszcze ma 200x lepszy mechanizm? Tu pojawia się znowu BIEDA umysłowa, bo przecież ten nowy nie ma duszy… A w mordę jeża, stary miał?

Nie dość, że był produkowany w setkach tysięcy, był tani, jego napis SWISS MADE, nie wiadomo nawet skąd się wziął, bo w samej Szwajcarii prawie nikt tej marki nie zna.

I patrzysz na takiego ATLANTICA sobie na ręku, koperta gnije Ci od potu, wskazówki masz skorodowane, a może masz jeszcze zamiast lumy materiał promieniotwórczy, bo przecież takie też stosowano…i tak sobie myślisz – TEN TO MA DUSZE!

Przywożone do polski przez marynarzy na ich własnych rękach, a wiadomo, że marynarz nie ma kobiety, bo na statkach raczej ich nie spotka…więc ma te swoje/wasze zegarki na rękach i się masturbuje w kajucie. Tu pojawia się dusza…

SYFILIS

Tak właśnie wygląda Twój zegarek vintage. Koperta z gównolitu, wskazówki zardzewiałe, tarcza wygląda tak, jakby ktoś się tam zesrał 30 lat temu i zamknął szczelnie deklem z napisem STAINLES STEEL BACK. Już nie wspomnę o mechanizmach, które przez lata były naprawiane tanim kosztem.

TĘŻEC

…jak się skaleczysz taką kopertą obdrapaną chromem, to na pewno go dostaniesz.

TISSOT

Marka o dość ciekawej historii, sporym wkładem w zegarmistrzostwo i na dodatek mają za sobą kilka naprawdę udanych designersko zegarków. Tu niestety mamy znowu problem, bo te piękne stare tissoty do niczego się nie nadają, bo mają bardzo często koperty z gównolitu, wiele elementów nieoryginalnych i ogólnie syfilis. Pomijam już jakieś chore ceny za rzadkie modele.

Spora cześć marek, wypuszcza reedycje. Z jednej strony jest to genialne, bo możemy sobie kupić zegarek w starym dobrym designie, a z drugiej strony duża cześć marek najzwyczajniej w świecie daje ciała z tymi reedycjami i albo odjeżdżają za daleko z designem, który niewiele ma wspólnego z tym co jest teraz, albo dowalają jakiś rozmiar dla raperów…

Przykładem jest Bulova Moon. Zegarek przepiękny, bardzo dobrze wykonany, ale jego rozmiar jest po prostu dla większości nie do przyjęcia i za cholerę nie wiem co oni sobie myśleli tworząc ten przycisk do papieru.

Wróćmy do Tissota, bo akurat mi się trafiła piękna sztuka.

Fanem tej marki nie jestem za dużym. Generalnie Tissot mnie nie kręci, ale tu mamy przykład zrobienia czegoś naprawdę dobrze. Po pierwsze jest to reedycja zegarka z przełomu lat 40/50, a to już dobrze wróży, bo wtedy kształtował się design zegarków naręcznych i często pojawiały się dość odważne pomysły. Po drugie, jest to cholernie ładny i bardzo dobrze wykonany zegarek. Prezentowana sztuka też już nie należy do najmłodszych zegarków, bo z roku 1998. Zanim się zacznę zachwycać tym zegarkiem, to powiem Wam, że czas, w którym wypuszczono ową limitację, jest dość ciekawym okresem dla marki TISSOT.

Pod koniec lat 90’ SWATCH zastanawiał się najwyraźniej, czym ma być Tissot. Czy ma być wyżej od Longines, czy może ma prawie dorównać do Omegi, czy może być poniżej Hamiltona, badali sobie rynek. Dzięki temu na świat przyszedł TISSOT ENTERPRENEUR ONE.

TISSOT ENTERPRENEUR ONE

Zbudowano ich :
3333 sztuk w kopercie ze stali nierdzewnej.
333 w kopercie ze złota
33 w kopercie z platyny

To, że jest piękny, to widać na prezentowanych zdjęciach, ale czym on się różni od oryginału? Po pierwsze jego koperta się nie rozleci, bo jest ze stali nierdzewnej, a nie jak w przypadku oryginału z gównolitu. Po drugie faktura tarczy jest o wiele lepsza i ciekawsza od oryginału. Nie wspomnę o indeksach, które są na mega poziomie. Do tego wszystkiego wskazówki, które z jednej strony są polerowne a z drugiej piaskowane. Genialny efekt to daje na żywo. To wszystko przyklepane starym logiem TISSOT.

A w środku?

Zamiast masowego parcha na kilku kamieniach o dokładności +- 2 min na dobę wpakowano obecnie najlepszy seryjnie produkowany mechanizm ETA 2895 w najwyższej jego klasie, czyli Chronometr. I tu przeszklony dekiel ma jak największy sens, bo sam mechanizm jest pięknie zdobiony.

Jeśli nie zgadzasz się z powyższym wpisem, nasuwa mi się jedno…

Ehh ta dzisiejsza młodzież. Kiedyś, to było.

Autor: Tomasz Pomorski